Garncarki z Chałupek

Chałupki | 18 km południe od Kielc
tekst autorstwa Piotra Gana | 1964

od lewej: Otolia Kozłowska, Wiesława Sowińska i Marianna Gawior | Chałupki | 1964 rok | fot. Piotr Gan | Syg. Arch. PME N. 3171

Wyroby garncarzy Kielecczyzny słyną od wielu wieków. Zapotrzebowanie na gliniane naczynia zawsze było duże – bywały nawet takie okresy (jeszcze przed pierwszą wojną światową i w okresie międzywojennym), że garncarze nie mogli nadążyć z produkcją, a mimo to kobiety z garncarskich rodzin nie zajmowały się wyrobem naczyń. Pomagały tylko swoim mężom przy wyrabianiu gliny, szkliwieniu i wypalaniu. Może ma to związek z tym, że owo słynne garncarstwo Kielecczyzny było przede wszystkim rzemiosłem cechowym – tzn. miejskim – opartym na prawie magdeburskim, nadawanym w Kielecczyźnie w XIV-XVIII w. Prawo to w interpretacji ówczesnych cechmistrzów i Braci Cechowych, w żaden sposób nie mogło, czy nie chciało, znaleźć równorzędnego miejsca dla kobiet wśród magistrów i czeladników „sławetnego kunsztu garncarskiego”. Natomiast wiejskich ośrodków garncarskich w Kielecczyźnie zasadniczo nie było – a jeśli istniały, zawsze były podporządkowane wilkierzom i statutom cechowym pobliskich miast. Istniejąca dziś, typowo garncarska wieś Rędocin, powstała dopiero w ostatnich latach XIX w., a założyli ja cechowi garncarze z Ćmielowa. Następnie osiedlili się tam garncarze z Sobkowa i Odrowąża. Jedynie wieś chałupki k. Kielc jest typowo wiejskim ośrodkiem garncarskim, który nigdy nie podporządkował się dyscyplinom cechowym. I tu właśnie między garncarzami można spotkać i garncarki toczące naczynia na kole, na równi z mężczyznami.

W międzywojniu najbardziej znaną garncarką była głuchoniema Maria Chodok. W toczeniu naczyń nie ustępowała ona mężczyznom, a dowodem tego jest fakt, że w pewnym okresie pracowała jako garncarka w chmielnickiej manufakturze ceramicznej. Jej siostra, Zofia Kos, obok naczyń glinianych wyrabiała gwizdki, ptaszki, dwojaczki, różne zabawki gliniane dla dzieci i sama sprzedawała je na odpustach. Obie siostry nauczyły się garncarskiego zawodu od swojej matki, która po owdowieniu prowadziła w Chałupkach samodzielny zakład garncarski.

Chałupki są wsią niezamożną i jeszcze w latach 60. XX w. dwadzieścia rodzin zajmowało się tam wyrabianiem garnków. Nadal można było znaleźć wśród nich garncarki. Pierwsza z nich to Marianna Gawior, urodzona w 1903 roku. Po śmierci męża w 1926 roku, nie mając własnej ziemi, zmuszona była chodzić na robotę do dworów, gdzie pracowała „od wschodu do zachodu” – zostawiając swoje dziecko u rodziny. Taki stan trwał kilka lat, do momentu w którym stwierdziła, ze opiekunowie nie traktują właściwie jej dziecka. Postanowiła wówczas zostać w Chałupkach i nie rozstawać się z dzieckiem. Nie widząc innego wyjścia, w ciągu kilku dni i nocy, nauczyła się u swojego ojczyma toczyć małe doniczki, a następnie inne naczynia. Dzięki temu mogła zostać w swojej wsi. Marianna Gawior własnego pieca do wypalania naczyń nie posiadała. Wytoczone przez nią naczynia zakupują w stanie surowym Ci garncarze, którym przed „wypałem” brakuje do pełnego pieca.

Mieczysław Kozłowski | Chałupki | 1964 rok | fot. Piotr Gan | Syg. Arch. PME N. 3172

Druga kobietą toczącą naczynia w Chałupkach jest Otolia Kozłowska ur. w 1930 roku. W 1952 roku wyszła za garncarza Mieczysława Kozłowskiego. Przyglądając się robocie swojego męża, zaczęła od toczenia lampek nagrobnych dla kramarzy w Kielcach i Chmielniku. Potem nauczyła się robić doniczki tzw. „prymulki”, małe doniczki zwane w Chałupkach „dzisiątkami”. Od żniw 1964 roku wykonuje z łatwością garnki, dzbanki, misy, doniczki, większe doniczki i podstawki. Wszystkie wyroby, za wyjątkiem lampek, sprzedaje Nowakowskim z Małogoszcza.

Najmłodszą wśród garncarek w chałupkach jest Wiesława Sowińska urodzona w 1947 roku, córka uzdolnionego garncarza. Od dziecka pomagała ojcu przy glinie, a od dwóch lat toczy samodzielnie na kole lampki nagrobkowe i inne drobne naczynia. Ma ma duże zdolności w lepieniu figurek, ale tego nie robi, bo… „nikt tego nie kupuje”. Garncarstwem nie myśli zajmować się na stałe, zamierza wstąpić do szkoły pielęgniarskiej.

W innych ośrodkach garncarskich Kielecczyzny są również kobiety zajmujące się ceramiką. Kosiarska, Szymańska, Lubowa w Iłży. Kaczmarska w Denkowie. Bąblowa w Kątach. Wszystkie lepią tylko figurki, ptaszki i światki. Może tylko Bąblowa zasługuje na miano garncarki, bo umie wytoczyć naczynia.

Tekst powstał na postawie tekstów Piotra Gana – syg. Arch. PME SP. G. 2/4-5 (16-18) zredagowanych przez Piotra Baczewskiego. Tekst i fotografie autorstwa Piotra Gana pochodzą ze zbiorów Archiwum Naukowego PME, które zostały udostępnione za zgodą Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie.

Share This