Józef Wyrwiński

Korzyce | 32 km na zachód od Radomia

wywiad przeprowadziła Diana Szawłowska w 2017 roku

Mój ojciec Adam Wyrwiński był skrzypkiem, grał w kapeli ze swoim bratem Antonim, harmonistą. Mój dziadek Józef też grał. Na skrzypcach. Pradziad także.

Gdy miałem 10-12 lat, ojciec kupił mi 24-basową harmonię i się grało. Na pograjkach, małych zabawach. Uczyłem się grac od stryja Antoniego. Jak stryj albo tata pokazał mi utwór, to dorzucałem do tego swoje ozdobniki. Niektórzy grali tak jak im pokazano, załapali i pędzili do przodu. Mnie to nie wystarczało. Początkowo, gdy nie miałem harmonii, ojciec uczył mnie grać na skrzypcach. Potem już grałem tylko na harmonii.

By grać mazurka, czy polkę trzeba mieć technikę. Teraz jak mnie pochwalą, gdy gram takie melodię, rosnę do góry. Kiedyś patrzyło się tylko by było nowocześnie.

Od 16 roku życia grałem po weselach. Tata na skrzypcach, a jego kolega Mirek na prowizorycznej perkusji. Składała się bębna, werbelka i czynela. Pamiętam te pierwsze wesela nie było nagłośnienia, ręka była jak bania, trzeba było cała noc grać. Ledwo zdążyła się wygoić i przy kolejnym weselu znowu puchła. Potem już skóra na niej zrobiła się twarda i ten ból tak mi tak nie dokuczał.

Później kupiłem sobie głośniki, bo już głośniki zaczęły nastawać. Było lżej grać. Grałem z takim saksofonistą Półtorakiem ze Skarżyska. Na alcie grał. Potem grałem z Czajkowskim. On już miał saksofon tenorowy. Grałem tez z Maskierą, gitarzystą. Jak któryś zespół miał gitarę, to miał grania. Trzeba było gitarę wziąć.

Wesela trwały dwa dni, z poprawinami. Początkowo to była niedziela i poniedziałek. Później to się zmieniło na sobotę i niedzielę. Zrobili wolne niedziele. Wcześniej każdy kombinował by mieć w poniedziałek wolne. Druga pensja z wesel była. Jak by przeliczyć na dzisiejsze pieniądze ile zarabialiśmy to za wesele wychodziło nam około 100 zł. na głowę. Tak było. Pograłem nawet na weselu syna, cale poprawiny.

Potem kupiłem sobie organy, taka moda była. Teraz grają na nich czasami moje dzieci. Dla siebie. Za tutejszą muzykę się nie biorą. Przynajmniej na razie.

Kiedyś Piotr Gan przyjechał nagrywać mojego ojca i stryja. Śpiewaczki jeszcze były. Trzy kobiety. Ja tez coś zagrałem. To co umiałem. Jeszcze nie przywiązywałem większej wagi do folkloru, bo to inne czasy były. Oberki i polki nie bardzo były w modzie na zabawach. Królowały gitary i saksy. Człowiek się wstydził je grać. To był obciach. Człowiek dojrzewa. Teraz już się nie wstydzę tej muzyki. To jest dla mnie zaszczyt pielęgnować kulturę tradycyjną ze swoich stron. Pamiętam jak Gan zachęcał mnie do grania, mówił: „Nie wstydź się młody”.

Tą muzykę trzeba lubić, a jak się lubi, to człowieka do niej ciągnie.

 

Gdy odwiedziliśmy Pana Józefa, okazało się, ze ma skaleczona lewa dłoń, co uniemożliwia mu granie na basach. Z pomocą przyszedł nam kolega Piotr Piszczatowski, który zabasował do zagranej melodii na akordeonie.

Wywiad przeprowadziła Diana Szawłowska, a zredagował Piotr Baczewski.

Za pomoc w realizacji nagrań i wywiadu dziękujemy Piotrowi Piszczatowskiemu.

Share This