PIOTR GAN | Kolberg Kielecczyzny

tekst autorstwa Ireny Gan (udostępniony dzięki uprzejmości Pana Marka Różyckiego jr.)

PIOTR GAN (7 lutego 1914 – 6 kwietnia 1983) urodził się w Kamieńcu Podolskim (na terenie dzisiejszej Ukrainy), w rodzinie sędziego grodzkiego, który wkrótce otrzymał przeniesienie do Włodzimierza Wołyńskiego. Tu Piotr kończy szkołę podstawową, zaś w pobliskich Sarnach – gimnazjum. Maturę zdobywa w Wilnie, przy czym na rok przed zakończeniem liceum, jako wolny słuchacz, rozpoczyna studia w Konserwatorium Muzycznym w klasie śpiewu.

Po studiach, uwieńczonych dyplomem, w 1939 roku zostaje przyjęty przez Dyrekcję Lasów Państwowych na stanowisko leśniczego, co zresztą w warunkach okupacji, okazało się wyjściem wręcz zbawiennym. Aż do roku 1943, kiedy Niemcy, słusznie podejrzewając leśniczego o współpracę z podziemiem, ładują całą rodzinę Ganów do transportu, wiozącego „siłę roboczą” do Niemiec. Na szczęście mieli trochę kosztowności, za które konwojenci pozwolili im „uciec”. W rezultacie znaleźli się w Starachowicach. Zupełnie przypadkowo. Tu zastał ich koniec wojny. W Starachowicach również, w starostwie powiatowym w wydziale kultury,

Piotr Gan podejmuje pracę, najpierw w charakterze referenta, a następnie kierownika Wydziału Kultury. Po roku awansuje na stanowisko z-cy dyrektora Wydziału Kultury Urzędu Wojewódzkiego, to znaczy Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Kielcach. Odpowiadał za „upowszechnianie kultury”, ale praca w urzędzie w twardych ramach „od – do” wyraźnie ograniczała jego twórczy temperament. Kochał muzykę. Każdą. Padło na ludową. Z zapałem współtworzył Zespół Pieśni i Tańca Ziemi Kieleckiej, wciąż organizował przeglądy kapel ludowych, wystawy twórców ludowych. Znał chyba wszystkich kowali, garncarzy, rzeźbiarzy ludowych, do których trafiał bezbłędnie, wiedziony jakimś siódmym zmysłem. W najbardziej zagraconej wiejskiej kuźni potrafił wyłowić jakiś absolutnie piękny i jedyny w swoim rodzaju ornament, wykuty w metalu dla ozdoby i jednocześnie misternego złączenia kwater żelaznego płotu, zdobiącego kieleckim pejzażu kościółka.

Zaczął zamieszczać w miejscowej gazecie „Słowo Ludu”, a dokładniej, w sobotnim dodatku kulturalnym „Słowo Tygodnia” – redagowanym przez Irenę Jaroszową – już od połowy lat 50-tych rozliczne publikacje i felietony (jeszcze jako urzędnik państwowy, co było na owe czasy ogromnym ewenementem) recenzje, biografie i szkice dotyczące miejscowych twórców ludowych. Teksty ilustrował unikalnymi zdjęciami wykonywanymi osobiście. Nawiązał współpracę z Polskim Radiem w Kielcach, którego redaktorem naczelnym, po październiku, została Maria Olkuśnik, budująca właśnie z ogromnym entuzjazmem, kielecką rozgłośnię. Możliwość przeniesienia na taśmę magnetofonową autentycznych brzmień i głosów utworów wygrzebanych w pamięci ludowych muzyków, pochłonęła pana Piotra bez reszty. Tak więc bez żalu pożegnał „posadę” i na początku lat 60-tych przeniósł się na dobre do radia.

Służbowy wóz transmisyjny marki „Phenomen” odziedziczony po rozgłośni warszawskiej, z Bogdanem Orzechowskim za kierownicą i technikiem nagrania Ryszardem Makowskim za konsoletą, przemieszczał ekipę Piotra Gana, przynajmniej raz w tygodniu, przez bardzo wówczas rozległe województwo kieleckie. Nagrywali kolejne zapisy do kolejnych, cieszących się zresztą ogromną popularnością wśród słuchaczy, audycji z cyklu: „Muzyczna premia tygodnia”, „Z fonoteki naszego folkloru” lub „Koncertu życzeń”.

Zapotrzebowanie było takie (tysiące listów od słuchaczy), że popyt zaczął przekraczać podaż. Piotr Gan zawezwał do pomocy dziennikarza radiowego Czesława Kussala, który z kolei nakłoniony przez radiową „jedynkę” w Warszawie, pchał to wszystko na centralną antenę. Trudno się było „wyrobić” w tym „jarmarku pod kogutkiem”.

Wówczas to Piotr Gan został wyróżniony po raz pierwszy odznaką Zasłużonego Działacza Kultury, a także czterokrotnie – Nagrodą im. Kolberga za zasługi dla kultury ludowej. Warto też dodać, że red. Piotr Gan przez kilkanaście lat prowadził wykłady dla Towarzystwa Łączności z Polonią.

Jakoś wtedy Ganowie (przyp. red. żona Irena była dyrektorem kieleckiej „Estrady”, w której n.b. przepracowała blisko 45 lat – co jest ewenementem na skalę kraju) kupili sobie syrenę, nazywaną przez nich „kwiatuszką”, zamienioną później na Wartburga. Auta te pod ciężką nogą pani Ireny – dokładnie przedeptały Kielecczyznę wzdłuż i wszerz. Teraz wóz transmisyjny jechał już tylko po gotowe nagranie. Super-magnetofon „Kudelski” pojawił się znacznie później.

Dziw, że panu Piotrowi starczyło jeszcze sił i czasu na pisanie. A pisał coraz więcej do gazet, tygodników kulturalnych, także prasy ludowej, wreszcie do własnych wydawnictw sponsorowanych chętnie przez wydział i ministerstwo kultury. Otrzymywały one wspaniałe recenzje m.in. prof. Romana Rainfusa. Nigdy Piotr Gan pracy się nie lękał; chciał mieć muzeum instrumentów ludowych – proszę bardzo, panie kolego, „weź i zrób”… Został konsultantem do spraw zakupu eksponatów. Tu nie można się było pomylić i kupić coś wprost ze sklepu muzycznego. muzycznego. Piotr Gan się nie pomylił. Instrumenty można oglądać w Muzeum na Zamku w Szydłowcu. Przy trasie E-7. Także w wielu muzeach, w tym i Centralnym Muzeum Etnograficznym w Warszawie.

Natomiast ponad cztery tysiące unikalnych nagrań – czeka w archiwum Radia Kielce na swego odkrywcę, na nowego Piotra – etnografa i muzykologa, kulturoznawcę. Wielu takich nagrań byłem świadkiem… Może on również zapisze się w naszej pamięci jak Piotr Gan swym Festiwalem Folkloru Jego Imienia, odradzającym każdego roku naszą pamięć o Nim. Nie tylko przecież w Busku Zdroju, lecz i w całej Polsce.

Tekst i fotografia autorstwa Piotra Gana pochodzą ze zbiorów Archiwum Naukowego PME, które zostały udostępnione za zgodą Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie. Fotografia została zdigitalizowana przez Bibliotekę Narodową w Warszawie.

Share This