Marian Sotkiewicz

Radoszyce | 40 km na północny-zachód od Kielc
tekst autorstwa Piotra Gana | 1964

Dawno już w Kielecczyźnie przeszła do historii większość wszystkich tych specjalności, które były zrzeszone cechach kowalskich istniejących tu przed wiekami W wielu miastach i miasteczkach przeminęły czasy płatnerzy, mieczników, iglaży, gwoździaży, nożowników, rusznikarzy i konwisarzy. Jako wyodrębniona specjalność ten rodzaj rzemiosła dawno już nie istnieje. Zamarło ono śmiercią naturalną XIX w., tak jak w XX w. następuje zanik powszechnego do niedawna w Kielecczyźnie powoziarstwa. Jeszcze w latach 30 XX w. istniało tu szereg wytwórni i fabryk powoziarskich. Nie narzekały one na brak zamówień. Robiono tu faetony, wolanty, bryczki, wasonogi czteroosobowe lubelskiej mody i dorożki. Dziś były mistrzom tego słynnego niegdyś na cały kraj powoziwarstwa Kieleckiego, tylko z rzadka nadarza się okazja pokazania swego dawnego kunsztu. Bryczki zamawiają jeszcze czasami hołdujący furmańskiej fantazji mieszkańcy podkrakowskich wsi.

Z tej przyczyny większość kowali powoziarskiej branży całkowicie przestawiła się na usługi innego rodzaju. Słynąca ze swoich powozów kielecka rodzina Buraków zajmuje się od przeszło 20 lat wyłącznie remontami karoserii samochodowych. Kielecki kowal Snoch całkowicie przestawił się na wykonywanie i remonty resorów samochodowych wszystkich typów. W Radomiu kowalski warsztat Adama Wlazło od dawna jest nastawiony tylko na naprawy podwozi i karoserii samochodowych. Takich przykładów można byłoby znaleźć kilkaset. W mniejszych miastach, osadach i wsiach również nie są rzadkością takie kowalskie warsztaty, które łatwością radzą sobie z nowymi konstrukcjami maszyn rolniczych, a także bez trudności przeprowadzają remonty silników motocyklowych i samochodowych. Są nawet takie kuźnie, które już od lat nic innego do roboty nie przyjmują. Są to raczej warsztaty usług metalowych. Rozporządzają spawarkami, gwintownicami, aparatami tlenowymi i tokarkami. Miano Kuźnia byłoby dla nich określeniem niewłaściwym. Sporo jest jednak kuźni wiejskich, a nawet i miejskich, zajmujących się wyłącznie tradycyjnymi usługami takimi jak: klepanie lemieszy, podkuwanie koni, zębienie sierpów, okuwanie wozów oraz kucie różnego rodzaju motyk i siekier. Takich kuźni w naszym województwie jest jeszcze ponad 1000. Są one rozsiane pojedynczo i w skupiskach po całej Kielecczyźnie.

Jednym z największych tradycyjno-kowalskich skupisk jest osada Radoszyce i jej najbliższa okolica. Stoi tam obecnie około 50 kuźni zajmujących się przeważnie naprawianiem wozów gospodarskich. Wśród tej ogromnej ilości kowali hołdującym starym zasadom tego rzemiosła, znalazł się kowal, który zaniechał całkowicie tradycyjnego charakteru usług. Jest nim Marian Sotkiewicz urodzony w 1911 roku. Kowalstwa uczył się w Radoszycach u swojego ojca, którego warsztat był nastawiony na usługi ślusarsko-kowalskie.

Dziś warsztat Sotkiewicza mało ma wspólnych cech z tradycyjną kuźnią, ale wykonuje tam usługi o zupełnie innym charakterze. Sotkiewicz doskonale radzi sobie z silnikami motocyklowymi i samochodowymi, naprawia ramy różnych pojazdów, buduje pompy, radzi sobie doskonale z odlewnictwem, wykonuje wiele skomplikowanych narzędzi własnego pomysłu i różne klucze do silników. Cechuje go wielka solidność rzemieślnicza ciesząca się uznaniem wszystkich radoszyckich kowali i mieszkańców.

Zdawać by się mogło że tak zaabsorbowany nowego charakterem usług kowal całkowicie wyeliminował się z tradycji kowalskich swego środowiska – ale u Sotkiewicza sprawa ta wygląda zupełnie inaczej. Zna on doskonale tajniki starego kowalstwa. Dobrze zahartuje siekierę, okuje wóz, podkuje konia, skomponuje estetyczne okucia drzwiowe, wykona ozdobną kratę, czy artystycznie pomyślane rozwiązanie krzyżyka z wiatrowskazy na zwiększenie dachu kapliczki. Czy Z pewnością nie ustąpi w tym przodującym kowalskim mistrzom artystycznego kucia. Jeden jest tylko w tym wszystkim mankament – lubi robotę czystą i często używa pilników i innych urządzeń dla polerowania swoich wyrobów, a to nie spełnia warunków poszukiwanego dziś archaizującego prymitywizmu kowalskiego. Tak typowa rzemieślnicza solidność Mariana Sotkiewicza i zamiłowanie do czystej roboty, w czasie rozstrzygania konkursu kowalskiego w 1963 roku nie pozwoliła mu na zajęcie odpowiedniego miejsca wśród artystów kowali i zupełnie niepotrzebnie zniechęciła go do dalszych poszukiwań.

Tekst powstał na postawie zapisów Piotra Gana – syg. Arch. PME SP. G. 4/23 (243-245) zredagowanych przez Piotra Baczewskiego. Tekst i fotografie autorstwa Piotra Gana pochodzą ze zbiorów Archiwum Naukowego PME, które zostały udostępnione za zgodą Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie.

Share This