Marian Żyła

 

 

Osiek | 32 km na południowy-zachód od Sandomierza
tekst Piotra Gana z 1967 roku
Marian Żyła | 1967 | fot. Piotr Gan | syg. Arch. PME SP. G. 16/32 

Skrzypek Marian Żyła urodził się w Osieczku, przedmieściu Osieka. Pochodził z rodziny muzykanckiej. Grał jego ojciec. Grał niewidomy stryj Stanisław. Grali także jego bracia – Jan na i Bronisław.

W kapeli Mariana Żyły grali przeważnie synowie muzyków należących do działającej przed I wojną światowa parafialnej orkiestry dętej w Osieku. Marian Żyła – skrzypce, Jan Żyła – trąbka, Bronisław Żyła (zastąpiony przez Mariana Barańskiego) – akordeon, Aleksander Jońca – puzon i Władysław Ogórek – bęben. Nie są im obce zarówno melodie charakterystyczne dla tej części Kielecczyzny jak „kwaściory” i „śpiwy”, jak i popularne miejskie przeboje.

Będąc młodym chłopcem, jeszcze chodziłem do szkoły, bardzo mnie to ciekawiło jak mój stryjek grał na skrzypcach i bardzo chciałem się nauczyć grać. Stryjek zawsze grał, ja słuchałem i byłem ciekaw tej muzyki. Poprosiłem, więc stryjka by mnie nauczył grać, ale mnie nie pozwalał, żebym nie popsuł skrzypiec. No to ja upatrywałem takie momenty, kiedy stryjka nie ma, to ja podłapywałem skrzypce i zacząłem sam. Jak jednego razu mnie się udało kościelną pieśń – taką łatwą – zagrać, stryjek był z kolegami na podwórzu. Usłyszał, przybiegli zaraz wszyscy i mnie przymusowo kazali grać. Ja wtedy wziąłem te skrzypce. Trochę się wstydziłem, ale że grałem jakoś im się to spodobało. Od tamtej chwili nie bronili mnie brać te skrzypce, żebym zawsze się uczył.

Pewnego razu oni wybierali się na taką potańcówkę w świetlicy strzeleckiej i mnie wzięli ze sobą na sekund ze skrzypcami. Ja tedy sekundowałem na skrzypcach za nimi. Dobrze mi nawet szło. Wszyscy się podśmiewali tylko do mnie. Potem kazali mi grać samemu. Wszyscy chcieli tylko słuchać. Zagrałem walczyka.

Pierwszy raz, jako skrzypista, poszedłem grać z bratem, z kolegami wesele do Lipnika. Wesele było męczące. Ja się tremowałem, bo różni ludzie przychodzili, tańczyli i wykrzykiwali. Ja byłem młody chłopiec, bałem się, żeby się nie pobili. Miałem wtedy piętnaście lat. Byłem najmłodszy z zespołu naszego. Starałem się, by zrównać się z dorosłymi swoją grą. Najgorzej bałem się grać marsza podczas wyprowadzania panny młodej do ślubu.

Jak grywaliśmy na weselach w naszych wioskach – Lipniku, Długołęce, Pliskowoli, Długowoli to do ślubu furmankami jechali z panna młodą i my jako muzykanci graliśmy światówki.

Na wiejskich weselach w czasie oczepin grało się takie melodie jak chmiel.

Panna młoda z panem młodym siedzieli przy stole i w tym czasie goście weselni znosili na ten stół różne prezenta. Co kto mógł. Pieniądze, tam jakieś podarki inne. W zamian dostawało się kieliszek wódki i kanapkę.

Po oczepinach wszyscy starali się jak najprędzej by ten stół usunąć z podłogi i chcieli tańczyć.

Pod koniec wesela trzeba było coś takiego prędkiego zagrać, bo wszyscy chcieli przed odejściem do domów się zagrzać.

Tekst archiwalny – syg. Arch. PME SP. G. 16/32 (179-181) Piotra Gana zredagował Piotr Baczewski. Tekst i fotografie autorstwa Piotra Gana pochodzą ze zbiorów Archiwum Naukowego PME, które zostały udostępnione za zgodą Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie. Fotografia została zdigitalizowana przez Bibliotekę Narodową w Warszawie.

Share This