Niech muzyka Bydlaków nigdy nie przestanie grać!

Brzozowa | 38 km na południowy-zachód od Tarnobrzega
tekst Jonatana Bydlaka

Jakiś czas temu dowiedziałem się o mojej rodzinie pochodzacej z Brzozowej koło Połańca, której wcześniej nie znałem. Stało się to dzięki artykułowi, który pojawił się w „Zeszytach Połanieckich”, na stronie www.kosciuszko.polaniec.net. Znalazłem tam zdjęcia mojego dziadka Jana. Pamiętam, że kiedy byłem młodym chłopcem mój ojciec Mark grał w polsko-amerykańskich zespołach. Później okazało się, że mój dziadek Jan, również był muzykiem. Ze swoim bratem Danielem tworzyli kapelę „Bydlaki”.

Potem dowiedziałem się też, że Jan i Daniel byli znani w na Kielecczyźnie i są tam wspominani do dziś, a ich muzyka zachowała się w archiwach Radia Kielce. Niestety zarówno mój ojciec, jak i dziadek odeszli, a o ich działalności muzycznej, dowiedziałem się dopiero po ich śmierci.

Żeby w pełni opowiedzieć historię mojej rodziny z Brzozowej, musimy cofnąć się do roku 2000, kiedy zmarła w swoje 93 urodziny zmarła moja prababka. Nie zastanawiałem się wcześniej nad moimi korzeniami, ale po jej śmierci ten temat mnie zainteresował. Oczywiście wiedziałem, że pochodzę z Polski, że mój tata urodził się w Polsce i przybył do Stanów Zjednoczonych, kiedy był młody. Rodzice mojego taty, moja babcia i dziadek – mówili głównie po polsku, nad czym jako dziecko się nie zastanawiałem. Wśród moich najwcześniejszych dziecięcych wspomnień są wizyty w ich domu podczas Wigilii i innych świąt spędzanych w gronie rodziny. Nie zdążyłem dowiedzieć się w porę wszystkiego, czego bym chciał i nadal szukam informacji o historii rodziny. Zacząłem od rozmowy z ojcem, w 2002 r., jeszcze podczas studiów. To było kilka lat przed śmiercią dziadka w styczniu 2006 r.

Mój ojciec, Mark, przybył do Nowego Jorku 15 stycznia 1962 roku z rodzicami Janem i Anielą oraz starszym rodzeństwem Henrykiem i Władysławą. Zostali zaproszeni do Stanów Zjednoczonych przez Jana Pawełka, wuja mojego taty i męża starszej siostry mojej babci, Marii. Ona i moja babcia Aniela były siostrami nieżyjących już Adama i Jana Pytko z Rudy.

W 1910 roku rodzice moich babci, Adam Pytko i Maria Majka przybyli do USA ze wsi Szczeki i Brzozowa. Spotkali się w Litt le Falls w Nowym Jorku. Pobrali się i założyli rodzinę, a w 1922 r. wrócili do Polski. 40 lat później ich córka i zięć – Aniela i Jan – przeprowadzili się z Polskie do Stanów Zjednoczonych, aby znaleźć lepsze miejsce do życie niż komunistyczna Polska.

Jak wyglądało życie moich dziadków przed przyjazdem do Stanów Zjednoczonych? Teraz wiem więcej niż kiedyś. Przodkowie rodziny Bydlaków żyli w okolicach Połańca co najmniej od połowy do końca XVIII wieku, a może nawet wcześniej. Mój dziadek, Jan, urodził się w 1920 r., a jego brat Daniel w 1927 r.

Gdy byłem młodszy, nie doceniałem tego, że mój ojciec i dziadek pochodzą z tak znanej muzykalnej rodziny. Nie tylko mój dziadek i jego brat byli doskonałymi muzykantami – Jan grał na skrzypcach i trąbce, a Daniel na saksofonie. Także ich ojciec Józef grał na skrzypcach.

O okrucieństwach, które miały miejsce w Polsce w czasie niemieckiej okupacji, opowiadano mi przy okazji wspólnego oglądania rodzinnych zdjęć. Są one dla mnie bardzo trudne do zrozumienia nawet dzisiaj. Moja babcia chowała się przed niemieckimi żołnierzami w ceglanym piecu, a jej brat w stogu siana. Mój dziadek do końca życia pamiętał, jak paliła się wieś Strużki i co widział z domu rodzinnego w Brzozowej.

Pewnego dnia niemieccy żołnierze przechodzili przez Połaniec, aby zabierać młodych na roboty, chodzili od domu do domu. Przy okazji szukali tez broni. Wiedzieli, że wielu Polaków ukrywa ją w domach. Nikt nie przyznawał się do jej posiadania, ale mimo tego Niemcy bili wszystkich. Spotkało to też mojego dziadka. Tak się złożyło, że dzień po tym wydarzeniu musiał grać dla Niemców. Podczas tej zabawy spotkał się tego, który pobił go dzień wcześniej. Uśmiechnął się i kazał mojemu dziadkowi, by grał na skrzypcach przez resztę nocy – do czwartej nad ranem.

Po zakończeniu wojny Jan i Daniel, znani jako kapela Braci Bydlaków, zyskali szerokie uznanie w regionie za ich muzyczne talenty. Wiem, że w całym regionie Kielc znani byli dzięki audycjom w Radiu Kielce. Ogrywali dziesiątki wesel, nie tylko w okolicy Połańca. Moi dziadkowie ożenili się w Rudzie 5 stycznia 1949 r. Tam w następnym roku urodził się mój wuj Henryk, a kilka lat później ciotka, Waltie. Ze względu na małe dzieci, mojemu dziadkowi coraz trudniej było wyjeżdżać z domu na dłużej, więc on i moja babcia zdecydowali, że nadszedł czas, by Jan zrezygnował z muzykowania. Jego brat, Daniel Bydlak, grał jeszcze długo po tym, jak mój dziadek „przeszedł na muzyczną emeryturę”. Daniel wielokrotnie podróżował, by spotkać się ze swoim bratem w Stanach Zjednoczonych, a Jan od czasu do czasu także odwiedzał Polskę. Gdy się spotykali, zawsze wspólnie muzykowali. Mam nawet nagrania, Jana i Daniela grającym z moim ojcem Markiem i stryjem Chesterem zrealizowane w Boże Narodzenie w 1973 roku, kiedy bracia spotkali się w Stanach zjednoczonych. Tam też Daniel kupił swój ulubiony saksofon. Na nim grał aż do śmierci w późnych latach osiemdziesiątych.

Dla mojego dziadka, Ameryka w końcówce lat 50. dawała więcej możliwości niż Polska. Był zdruzgotany brutalnym stłumieniem przez władze poznańskich strajków w 1956 roku. Dlatego kiedy zakaz tylko paszportowy został zniesiony przez Rosjan na początku lat sześćdziesiątych, Jan postanowił przeprowadzić się ze swoją rodzinę do kuzynów mieszkających w Ameryce. Rodzina Bydlaków w rzeczywistości była chyba jedną z pierwszych rodzin, które w tym okresie przybyły z Polski do Stanów Zjednoczonych,

Jan Bydlak z rodziną  (od lewej: Władysława, Aniela Bydlak (z domu Pytko), Henryk, Mark i Jan Bydlak) | 1962 r.
rodzinne archiwum rodziny Bydlaków

Mam w pamięci polskojęzyczne gazety i czasopisma mojego dziadka z artykułami o „Solidarności”. Nawet dziesięciolecia lat po opuszczeniu Polski myślał o prawdziwej wolności dla ziemi swoich przodków. Był dumny z polskiej kultury i tradycji.

Po wielu latach spędzonych w Litt le Falls w Nowym Jorku, Jan otrzymał lepszą ofertę pracy i przeniósł się do New Britain w Connecticut – obszaru, który czule nazywany jest dziś przez tamtejszych Polaków „Małopolską”. Duża część rodziny mojego taty, jego kuzyni, ciocie i wujkowie, nadal żyją w tych dwóch miejscach na mapie Stanów Zjednoczonych.

Wiele lat później mój ojciec podążał śladami ojca, grając w polsko-amerykańskich zespołach od najmłodszych lat i będąc znanym muzykiem. Od Buffalo i Cleveland po Chicago i Milwaukee. Podobnie jak jego ojciec, poznał swoją przyszłą żonę, podczas koncertu na którym grał.

W 2005 roku miałem okazję po raz pierwszy odwiedzić Polskę, a na moim telefonie wyposażonym w aparat nakręciłem pozdrowienia od krewnych z Polski. Ten właśnie film był główną atrakcją Wigilii spędzonej z moimi dziadkami.

Niedawno nastąpiła reaktywacja jednego z zespołów, w którym grał kiedyś mój ojciec. Nagrania kapeli braci Bydlaków czasami można usłyszeć w Radiu Kielce. W tych momentach czuję moc muzyki granej przez mojego dziadka.

Niech muzyka Bydlaków nigdy nie przestanie grać!

Tekst autorstwa Johnatana Bydlaka został zreadgowany przez Piotra Baczewskiego.

Zdjęcia i nagrania pochodzą z archiwum rodziny Bydlaków.

Tekst ukazał się w 2018 roku w 29 numerze Zeszytów Połanieckich.

Share This