Stanisław Rak – skrzypek z Krasocina

Krasocin | 11 km na północny-wschód od Włoszczowy
tekst autorstwa powstał na podstawie artykułów Piotra Gana z 1960 roku
Stanisław Rak | 1960 rok | fot. Piotr Gan | Syg. Arch. PME N. 3065

Krasocin, duża stosunkowo wieś w powiecie włoszczowskim, od kilkudziesięciu lat słynie w całej okolicy, jako ośrodek zainteresowań muzycznych. Gra tu dwudziestokilkuosobowa dęta orkiestra strażacka oraz dwa zespoły muzyki tanecznej. Jeden z nich prowadzi skrzypek Stanisław Rak. Rodzina Raków od blisko dziewięćdziesięciu lat słynie nie tylko w Krasocinie, ale całym regionie.

Pierwszym grajkiem w rodzinie raków był skrzypek Jan Rak, syn pańszczyźnianego chłopa zatrudnionego jako owczarz w jednym z pobliskich dworów. Grać zaczął na początku ostatniego ćwierćwiecza XIX wieku. Był to okres kiedy wiejskie kapele opierały się wyłącznie na osobie skrzypka i tylko on jeden był wynajmowany na wesela i inne uroczystości.

Do pierwszych lat XX wieku w Krasocinie i w najbliższej okolicy muzykanci wiejscy nie używali bębnów. Jego rolę spełniały basięta instrument smyczkowy znacznie mniejszy od współczesnej wiolonczeli o trzech strunach strojonych o oktawę niżej od skrzypcowych a, d i g. Na basiętach grano bez palcowania, a rolę smyczka spełniał pałąk tj. łuk, którego cięciwą były naciągnięte włosy z końskiego ogona. Basięta wykonywano domowym sposobem drążąc pudło rezonansowe w jednym kawałku drewna wyciętym w kształcie podobnym do skrzypiec. Ze względu na sposób wykonania nazywano je dłuboki. W ten sam sposób określano podobnie wykonane skrzypce.

Bębny wprowadzono w Krasocinie w latach 1902-1903. Pierwsze były niedużych rozmiarów, obciągnięte skórą tylko z jednej strony drewnianej obręczy z zamocowanymi blaszkami (tak jak w tamburynie). Bębny te nazywano je grajcarkami. W chwili ich wprowadzenia, basięta straciły swoje znaczenie w kapelach wiejskich i po kilku latach przestano ich używać. Na ich miejsce wprowadzono drugiego skrzypka grającego sekund. Większy bęben obciągnięty dwustronnie skórą, z jednym talerzem wprowadzono w okresie I Wojny Światowej. W latach 1906-1097 kapela Raków miała już klarnet, a niewiele później kornet.

W podobny sposób rozwijała się w Krasocinie inna orkiestra wiejska, której przewodziła rodzina Stradomskich. Obie te kapele współzawodniczyły ze sobą i chociaż jedna była dla drugiej wielką konkurencją, wszyscy muzycy żyli ze sobą w wielkiej zgodzie.

Fakt ten został wykorzystany przez ówczesnego proboszcza parafii Krasocin Teodora Urbańskiego, który w 1905 roku założył tam orkiestrę dęta sprowadzając do Krasocina stałego kapelmistrza. Instrumenty dla dwudziestodwuosobowego zespołu zakupiono ze składek mieszkańców Krasocina i pobliskich wsi. Pierwszym jej kapelmistrzem był Słupiński – Czech z pochodzenia. Orkiestra w swoim repertuarze miała marsze, tańce ludowe, pieśni kościelne, utwory okolicznościowe.

W dwa lata później powstaje w Krasocinie jeszcze jednak orkiestra, zwana „Smyczkową”. W jej skład wchodziły cztery pary skrzypiec, klarnet, kornet, dwie waltornie, puzon, kontrabas i perkusja. „Smyczkową” orkiestrą w latach dyrygował organista Adam Nowakowski rodem z Pacanowa, który z czasem przejął i kapelmistrzostwo orkiestry dętej. Uczył muzyki bezpłatnie, sam kupował partytury i papier nutowy. Tradycją stały się występy w okresie letnim i pielgrzymki piesze na Jasną Górę. W 1926 r. dzięki ogromnym staraniom ówczesnego komendanta straży – Jana Włodarczyka patronat nad orkiestrą przejęła Ochotnicza Straż Pożarna. Orkiestra dęta przetrwała zarówno pierwszą jak i druga wojnę światową w niezmienionym składzie dwudziestukilku instrumentów.

Obie orkiestry zdobyły rozgłos dla Krasocińskich muzyków. Angażowano je często do udziału w różnych uroczystościach państwowych, koncertach i na doroczne wielkie zabawy karnawałowe – we Włoszczowie i pobliskich miasteczkach.

Starsi mieszkańcy Krasocina powtarzają „jak we Włoszczowie chcieli mieć coś dobrego to dawniej musieli Krasocińskich muzykantów brać”.

Po wojnie najpopularniejszym muzykiem w Krasocinie był skrzypek Stanisław Rak urodzony w 1895 roku przezywany „skrzypeczkiem”. W orkiestrze detej gra od pierwszych lat jej założenia. Początkowo na kornecie, a w latach 60 XX w. na talerzach. Dobrotliwe przezwisko „skrzypeczek” świadczy o sympatii jaką obdarzyła go wieś.

W Krasocinie przed I Wojną Światową był zwyczaj, że orszak weselny udawał się do kościoła pieszo. To tez Rak jako dziecko bardzo często ze swymi skrzypeczkami przyłączał się do muzykantów i grał sekund. Ponieważ był małego wzrostu, nie zawsze mógł nadarzyć, więc drużbowie brali go na ręce i nieśli przy kapeli. Zdarzało się, ze Rak wkradał się na wesela gdzie grał jego ojciec, stawał z tyłu i na swoich skrzypcach pomagał grać, za co obdarowywano go słodyczami.

Po pewnym czasie ojciec zaczął go uczyć grać ale trwało to zaledwie parę tygodni – bo Stanisław Rak grając trzymał skrzypce w prawej ręce. Zdenerwowało to ojca i po kilku próbach przekonania syna by wziął instrument do lewej ręki zrezygnował z nauki syna. Pozostawiony sam sobie Rak w dalszym ciągu wykradał się z domu na wesela i inne uroczystości, aby pograć z którąkolwiek kapel wiejskich. Samodzielnie zagrał po raz pierwszy na weselu w Ludyni. Miał wtedy 15 lat. „Ugodził” go ojciec i kazał iść grać. Po tym weselu do ojca raka mówili: „Was syn to zjadł was z tym graniem”.

Oprócz Stanisława w rodzinie Raków grali dwaj jego bracia Antonii i Józef, a obecnie gra także jego syn i wnuk. Jeszcze w latach 60 XX w. kapela Raków była popularna w całej okolicy – grywała na weselach w powiatach włoszczowskim, jędrzejowskim i kieleckim. Często tez gości w miejscowościach, gdzie wesela urządzają dawni mieszkańcy Krasocina – pod Lublinem, Włocławkiem i Częstochową. O popularności Raków świadczy znana w okolicach Krasocina przyśpiewka:

Oj nima to ci nima

jak muzykanty Raki.

Da nima od nich lepszej

da muzyki takiej.

Oj biero oni biero

po tysiącu złotych.

Da jeszce się skrzywiajo,

że im mało dajo.

Gdy Stanisław Rak był jeszcze dzieckiem, jego matka śpiewała mu:

Graj mi Stasiu graj, bo nadchodzi maj.

Graj mi tak jak umiesz, bo mój śpiew rozumiesz.

Graj mi Stasiu graj.

Kochaj skrzypce swoje, bo w nich serce twoje.

Graj w izbie, przed sienią. Graj latem, jesienią.

Graj mi Stasiu graj.

Kiedy przyjdzie maj to dla kwiatków graj.

Graj mi przy kądzieli by ludzie słyszeli.

Graj mi Stasiu graj.

Graj mój Raczku graj, graj na cały kraj.

Józio niech wtóruje, Antoś niech basuje.

Graj mi Stasiu graj.

Tekst powstał na postawie artykułów i notatek Piotra Gana – syg. Arch. PME SP. G. 15/4 (111) oraz 16/28 (139-146) zredagowanych przez Piotra Baczewskiego. Tekst i fotografie autorstwa Piotra Gana pochodzą ze zbiorów Archiwum Naukowego PME, które zostały udostępnione za zgodą Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie. Fotografia została zdigitalizowana przez Bibliotekę Narodową w Warszawie.

Share This