Stefania Tusińska

Pakosław | 32 km na południe od Radomia
wywiad Piotra Gana
Stefania Tusińska | lata 60. XX w. | fotografie z prywatnego archiwum Anny Gałuszkiewicz

Mieszkam w Pakosławiu. To jest wieś duża. Liczy sobie numerów ponad dwieście. Można powiedzieć, że jest ładna. Nie ma starych domów. Wszystko odbudowane, bo w wojnę się popaliło. Teraz znowu ludzie murowane stodoły i mieszkania stawiają.

Jeśli chodzi o rozrywki to jest mizernie. Nie ma ani świetlicy, ani klubu, ani jakieś sali do tańca. Nie ma nic. Młodzież szwenda się nocą po ulicach, bo nie ma żadnej rozrywki. Była remiza. Stara budzina. W końcu ją rozebrali. Dopiero się buduje nowa.

Muzyka dla mnie to jest wszystko. Od dziecięcych lat chorowałam, żeby mieć jakiś instrument. Niestety trudno było mi go dostać. Jak miałam piętnaście lat, brat kupił mi mała harmonijkę, półtonóweczkę, Na niej nauczyłam się grać. Co tam mogłam. Różnych takich wiejskich kawałków. Męczyłam się na niej dwa lata. Później, jak już miałam 16-17 lat, w PGR-ze zarobiłam łopatą na większy instrument. To już było dla mnie coś. Prawdziwy instrument kupiłam sobie dopiero jak miałam dwadzieścia dwa lata. Już byłam mężatką. Tak się moje muzykowanie zaczynało. Mizernie. Cieszę się, gdy dla ludzi, czy dla siebie, byle kiedy pogram. Pocieszę się i zadowolona jestem.

Jak miałam te półtonóweczki to wtedy tak muzykantów nie było jak teraz – z tymi trąbami, z tymi gitarami. Jak była harmonijka i skrzypce, i bęben to już było coś. Chodziłam po weselach, przeważnie po weselach. Grywałam co sobota, co niedziela. Teraz dobrych muzykantów poszukują, to ja już nie chodzę. Przeważnie dla siebie się gram. Czasami się wyjdzie na mniejsze weselko by ludzi pocieszyć. Grywam też na poprawinach i na mniejszych potańcówkach, które robi młodzież. Tańczy wtedy dziesięć, czy piętnaście par. Na mieszkaniu więcej się nie zmieści.

Nie choruję o to by zarobić dużo pieniędzy. Ile by mi chłopaki nie dali to z chęcią idę im pograć, żeby ta młodzież się pobawiła. Bardzo lubię patrzeć jak młodzież tańczy. Jestem miłośnicą tego wszystkiego, tej zabawy.

Jestem lubiana przez wszystkich. I przez młodzież i przez starszych ludzi. Dla młodych zagram różne radiowe melodie, a dla starszych obertasy.

Kiedyś grały u nas muzykanty ze Starachowic. U nas mówi się muzykanty, a nie orkiestra. Przyjechali z organami, gitarami i perkusją. Jak zaczęli grać to starsi ludzie pouciekali i tak mówią:

Cholewa, weźcie kijów i powyganiać to. Do niczego to nie podobne.

Młodzież szalała. Z siebie mało nie powychodziła. Od tego jęku to aż na odległość głowa bolała.

W 2019 na nagrania Pani Stefanii Tusińskiej trafiła kapela Światowce z Poznania. Znaleziony wśród nich fokstrot przeżywa druga młodość na wiejskich i miejskich parkietach.

Wywiad autorstwa Piotra Gana zredagowany przez Piotra Baczewskiego. Fotografie pochodzą z archiwum prywatnego Anny Gałuszkiewicz.

Share This