Tabor w Sędku

 

Sędek
wywiad Piotra Baczewskiego i Moniki Gigier | 2019
wieczorna zabawa na Taborze w Sędku | 2016 rok

Tabor Domu Tańca to tygodniowa „szkoła tradycji” – warsztaty poświęcone polskiej muzyce tradycyjnej w jej autentycznej, niestylizowanej formie organizowane przez Stowarzyszenie Dom Tańca z Warszawy. Co roku celem Taboru jest nauka zanikających form tańca, śpiewu, muzyki instrumentalnej i rękodzieła w jednym z regionów Polski. Program uzupełniają wieczorne zabawy taneczne z kapelami wiejskich mistrzów i ich uczniów, wykłady, spotkania oraz projekcje filmów. Przez cztery lata (2013-2016) Tabor Domu Tańca gościł w malowniczo położonej świętokrzyskiej wsi – Sędku. W 2019 roku spotkaliśmy się z kilkoma jej mieszkańcami, którzy czynnie uczestniczyli w tych wydarzeniach.

Zdzisław Wieczorek Były tu słynne Majeszczyki, a jeszcze wcześniej przed nimi był Łazarski z Barda, który grał na skrzypcach. W Czyżowie mieszkali bracia Perlikowie. Jeden grał na skrzypcach, drugi na trąbce, trzeci na akordeonie, a ich ojciec na puzonie. Była też muzyka z Sadkowa, Krakowiaki się nazywały. Bardzo pięknie grały i miały wzięcie. Po weselach, po graniach to tylko one. Tam był klarnet, trąbka, akordeon i dwa saksofony.

Elżbieta Wieczorek Mojej mamy brat grał na skrzypcach. Zmarł młodo, miał 22 lata. Były takie Cisaki, sąsiady. Skrzypki i bęben. Tańczyło się przy lampie naftowej. Światła nie było. Był jeszcze muzykant z Płucek – Zygmunt Piątek. Wyjechał do Kanady. Jak trzeba było do domu gnać krowy to mi się nie chciało, tylko go słuchałam. Przeważnie na wieczór grał. Od tej pory utkwił mi w głowie ten akordeon. Od dziecka mam tę muzykę w głowie. Kupiłam w Nowej Słupi organkę „Harcerz” i grałam na niej za krowami. Kiedyś strasznie mi się harmonia podobała, teraz bardziej skrzypce. Są tak modne.Granie na organce, też było modne.

Zdzisław Wieczorek Na odpuście w Łagowie to na straganach sprzedawano organki. Jak byłem młody, to chodziłem na jagody, by zarobić kilka złotych na organkę. Rodzice nie mieli pieniędzy dzieciom kupować takie rzeczy.

Elżbieta Wieczorek Na róże, na głóg się chodziło. Wszystko się sprzedawało i miało się wtedy swoje pieniądze.

O Łazarskim mówiono, że śpi i gra. Czasami na weselu podstawili mu kawałek kiełbasy pod smyka. Jak złapał tłuszczu to przestał grać. Moja babcia mówiła: Łazarski, nie ma jak Łazarski z Barda!

Zdzisław Wieczorek Nie trzeba było wielkich ceregieli by odbyła się zabawa, ale nie raz trzeba było zgonić muzykantów z dwóch-trzech wsi, bo nie wszyscy mieszkali w jednym miejscu. Zgadywały się, grały muzykanty i na trawie się tańczyło.

Zofia Bińczak Grajki były po domach. Ktoś mówił: A może bym pograjkę zrobił, bo tak chodzimy w te i we wtę. Dziewczyny, będziecie tańcować? Pewnie! A wy, chłopaki? Idziemy do Barda po muzykantów i już! Jeden niesie baraban muzykantowi, drugi niesie harmoszkę. Ida drogą i bębnią. Pum, pum, pum. Trzeba było dźwigać na plecach instrumenty. Teraz wsadzą w samochód i przyjadą. Cała wieś pyta, co się dzieje. U Włodarczyka będzie granie! I opowiadali, i tańcowali. Kobitki stare poprzychodziły, na łóżkach posiadały.

Na drugi dzień rano wstajemy do kościoła, ubieramy się, a muzykanty grają. Wieś była zgrana. Rano ludzie krzyczą: O, Czerwiec gra! Robią próbę przed weselem. Trąbka gra, ino, ino.

Sędek | 2016
Sędek | 2015

kapela Antoniego Witkowskiego z Cisowa - światówka

Zdzisław Wieczorek Pamiętam, ze jak kiedyś poszedłem na granie, przyszedłem z niego rano i poszedłem spać. Byłem jeszcze młody chłopak. W domu mnie budziły, żeby iść w pole robić albo krowy paść. Krowy się pasło do dnia, póki chłodno, bo potem gryzły je bąki i uciekały do domu. Nie chciało wstawać, tylko spać.

Był taki dom na Woli Łagowskiej. Handlowali tam winem, więc każdy poszedł tam, ale nie kupił tego wina. Chłopy tylko mówią na głos: Jakby była taka chałupa, to by zrobił granie i napilibyśmy się tego wina! To ileż to chłopaki! – krzyknęła gospodyni.

Dawajta wynosić łóżko, przyprowadzajta muzykantów i róbta granie. Tak się to odbywało. Od wieczora do rana. Nie w sobotę, tak jak dzisiaj jest, tylko z niedzieli na poniedziałek.

Jak było wesele, grały najczęściej dwie kapele. U pani młodej i u pana młodego. W czasie ślubu obie „przegrywały się” przed kościołem. Zakładały się o gorzałę, która lepiej zagra. Przegrani stawiali drugiej kapeli wódkę. Grały tak, aż się unosił cały rynek w Łagowie!

Elżbieta Wieczorek Potem jak zaczęli wymierać muzykanci, to nie było już komu grać.

kapela Józefa Barana z Makoszyna - oberek

Zdzisław Wieczorek Kiedyś na wesele w Sędku przyjechali z Piotrowa, do panny młodej. Tak się prali sztachetami, że cały płot rozebrali. Nawet pojawił się o tym tekst w gazecie pt.: „Wesele na cztery sztachety”. Poszło o to, gdzie muzyka będzie najpierw grała. Czy u pani młodej, czy u pana młodego. Chłopaki z Sędka nie bardzo chciały jechać do piotrowa, bo tu miały druhny. Jeden drugiemu coś przygadał i się zaczęło. Komin rozebrały, płotu nie ma, wesela nie ma. Pani młodej sukienkę porozrywali. Wszystko zostało rozegnane.

Wieczorówka bardzo często przychodziła na wesela. Weszły, zdmuchnęły płomień w lampie naftowej i krzyczą. Chcąc, nie chcąc musiały grać dla wieczorówki. Po ciemku ginęła czasami kiełbasa i wódka. Mieli okazję, to brali. Tak było. Brało się to z bidy. Dzisiaj wędliny mamy w bród. Na weselu jest tyle dań, że nie wiadomo co jeść. Kiedyś była kiełbasa, salceson, smalec, kasza, kapusta, chleb i nic więcej. Talarek kiełbasy, kieliszek wódki. Tyle.

Elżbieta Wieczorek Jak mama upiekła na święta placek to posmarowałam go masłem, by sobie go ulepszyć. Dzisiaj na co dzień ludzie mają święta.

Zofia Bińczak U nas na weselu grał Stach Witkowski. Ile to będzie kosztować! – mówi tata. Ja to w ogóle lubiłam Witkowskich. Kapelę chciałam taką żywą.

Na nasze wesele przyszedł nawet Amerykanin i dolary dostałam! Na prezent nam dał dwadzieścia. Jeszcze do dziś trzymam dziesięć, a drugie dziesięć rozfurmaniłam. Przyjechał do sąsiadów, trzy domy do tyłu. Wcześniej jak było w domu dziewięcioro dzieci w domu, czy ośmioro, to nie tylko rodzina, ale i sąsiedzi byli chrzestnymi. To była jedna rodzina. Chrzciny, wesela, a potem komunia. Zabierało się ludzi na wozy.

Ludzie byli sobie potrzebni. Jeden drugiemu poleciał pomóc. Nie tak jak dzisiaj. O czym tu mowa. Jeden koń nie uciągnął kopiarki. Teraz może by ociągnął, ale wcześniej konie były drobniejsze. Ziemia ciężka po deszczu. Kopiarka była jedna na czterech gospodarzy, kupiona na spółkę. Nie było pieniążków, wsie były biedne. Dziś kopiemy u ciebie, jutro kopiemy u następnego. Robiło się kopce na polach. Przykrywało się je słoma na noc by nie zzieleniały. Dwie furmanki były. Woziło się ziemniaki z pola. Kiedyś piwnice były ich pełne. Po dziewięć wozów w jednej.

Na wsi to wrzało jak nie wiem. Potem ta nowoczesność weszła z tymi komputerami, tabletami i telefonami. Jeden drugiego wcale nie widzi. Ludzie byli biedni, ale zżyci ze sobą. Po dojeniu krów schodzili się razem. Stąd przyszły 3 rodziny, stamtąd przyszły 4 rodziny i mówią: „Teraz Terenia opowiadaj nam o strachach”. Człowiek się uczył, uchylił drzwi. Gdzie tam się uczył! Słuchał, żeby to wiedzieć. Odwiedzali się wieczorami. I nie to, że od razu było piecie. Jak gospodyni coś upiekła to postawiła, a jak nie to siedzieli sobie przy gołym stoliku.

Jolanta Bernat Czerwiec Potem zaczęła wchodzić nowa muzyka. Ja sama tego doświadczałam. To jest właśnie ten proces. Grały tam jakieś dziadki, a tu młode chłopaki wyjdą z gitarami. To dla młodej dziewczyny co mogło być bardziej interesującego? I ta muzyka była zupełnie inna. I później na wszystkich zabawach – bo jeszcze były zabawy – już się coraz mniej muzykantów spotykało. I coraz mniej, coraz mniej. W zasadzie na taką zabawę z muzyką tradycyjną nikt nie chciał iść – bo będą tam „smęcić”. A tu – będzie uderzenie jakieś mocniejsze, nagłośnienie – to zupełnie inaczej brzmiało. I w zasadzie nikt tego tradycyjnego grania nie słuchał. To zaczęło być po prostu wypierane.

Poza tym z Sędka zaczęli wyjeżdżać młodzi. Teraz to idzie troszkę idzie ku lepszemu. Parę osób postawiło nowe domy. Jest lepiej, niż było. Bo też warunki były ciężkie. Ta droga – jest niedawno zrobiona. Oprócz tego – bardzo ostre zimy – jak na początku dojeżdżałam do Kielc, to było straszne utrudnienie.

Bo tutaj zawsze zasypywało, a czasem, jak zasypywało to nawet na kilka dni. Pod górę… Trzeba było np. zostawić samochód w Łagowie i do Łagowa dotrzeć. Więc warunki były dosyć ciężkie.

Zofia Bińczak Jak zasypało nas w listopadzie to leżało do kwietnia. Aż pod same okna. Jak w kwietniu zaczęło ginąć, jak zaczęły wody szumieć, jak pszczółki buczały. Piękne to było! Zawilcy pełno, pszczół pełno. Śniegi tydzień-dwa topniały. Rzeka przelewała się nad mostem, nie można było do Łagowa po chleb iść. Z lasu jechaliśmy z drzewem, to tata mówi, trzymaj się, bo tu zaraz może tąpnąć. Drogi po podmywane. Do szkoły chodziło się w gumowcach. Długo stała ta woda, aż było sucho.

Jolanta Bernat Czerwiec Nikt nie chciał tu zostawać. Jak musiał – to już tylko wtedy. Ale teraz – woda, drogi, zimy są łagodniejsze [uśmiech] – to też sprzyja. I wydaje mi się, że teraz jest już więcej tych młodych osób, które zdecydowały, że tu się postawią, wybudują dom, tu będzie ich miejsce.

badania terenowe | Opatów | 2013
domowa pograjka | Sędek | 2013

Jolanta Bernat Czerwiec Na początku ekipa organizująca Tabor przyjechała do naszej sołtyski Justyny. Z nią obgadali sprawę i powiedzieli, że coś takiego chcieliby u nas robić. Mieszkańcy Sędka nie bardzo wiedzieli, o co im chodzi. Ja nawet sprawdziłam w internecie czym jest „tabor”, co mi wcale nie rozjaśniło sprawy. Poszliśmy na spotkanie z nimi do szkoły. Byli dla nas zupełnie obcy. Dużo dała otwartość Justyny. Ona jako pierwsza im zaufała.

Zofia Bińczak Mówimy, że Pani wójt jest wspaniała kobieta, tylko trzeba iść i wypytać. Przyjmie i na pewno się zgodzi na Tabor. Dodaliśmy im otuchy i już na drugi dzień do niej poszli. Mówią: Pani Wójt się zgodziła, lecimy do przodu!

Jolanta Bernat Czerwiec Przyjeżdżali, zbierali informacje – kto coś pamięta z przeszłości. No i w gminie mieli poparcie. Gmina udostępniała im szkołę. Tam nic nie było wtedy, ona była pusta. Dostawali lokum, mogli sobie przyjechać, nie byli od nikogo uzależnieni. I tak powolutku, drobnymi kroczkami… Spotykaliśmy się od czasu do czasu.

Poza tym zaczęli grać. Czasami koło sklepu, a to jeszcze gdzieś i już sporo osób ich kojarzyło. Wszyscy wiedzieli, że można liczyć na jakieś granie. Na początku jakoś to do mnie nie przemówiło [śmiech]. Tym bardziej, że to nie była muzyka kielecka, tylko radomska. Myślę – kurcze, zobaczymy… Na początku ciężko nam było powiedzieć, jak ten tabor będzie wyglądać – nikt nie wiedział!

warsztaty tańca| Sędek | 2016
warsztaty śpiewu | Sędek | 2016
próba orkiestry taborowej | Sędek | 2013
przerwa między warsztatami | Sędek | 2015

Zofia Bińczak Co to będzie? Jak to będzie? Pytamy. Mówią, że będą potańcówki. Jeden drugiemu przekazał. Zjeżdżało się wszystko. Niektórzy nie dowierzali. Pytam ich, czemu do Sędka nie przyjeżdżają? Tam są potańcówki. Jakie potańcówki? Normalnie 4-5 kapel gra wszyscy tańcują na dechach. Ile bilet kosztuje? Nic nie kosztuje! Tylko przyjeżdżać!

Jolanta Bernat Czerwiec W samą organizację Taboru ciężko było się zaangażować, to jednak wyzwanie. Organizatorzy mieli zarysowany schemat działania, tu nikt nie wiedział nawet w jaki sposób można by pomóc. Ale jakieś małe wspierające rzeczy były. Ludzie udostępniali swoje stodoły na warsztaty, trzeba było tam wcześniej wysprzątać. Zawsze ktoś z miejscowych starał się pomoc. To kompotem poczęstował, to przenocował. Na początku nie wiadomo było – to obcy ludzie – wpuścić, nie wpuścić? [śmiech] Jednak znajdowali się tacy, którzy się nie bali, a jeszcze dodatkowo od siebie coś dali.

Zofia Bińczak To wszystko zaczęło się koło Joli, koło nas, żeby zorganizować te place, to wszystko, żeby wiedzieć co i do kogo. Myśmy się już z tymi wszystkimi ludźmi zżyli.

Zdzisław Wieczorek Każdy w jakiś sposób coś od siebie do tego taboru dołożył i jednocześnie wyniósł z niego coś pozytywnego. Ludzie się spotykali.

Jolanta Bernat Czerwiec Pamiętam, jak w sobotę się zjeżdżali na Tabor i już ich było słychać – niosły się te dźwięki – to „idziemy zobaczyć”! I chyba większość ludzi na takiej zasadzie przychodziła – żeby zobaczyć, co to będzie.

Tabory odbywały się w sierpniu. to sezon żniw, kiedy ludzie w polu mają pracę. Choć tych rolników już coraz mniej, to wciąż jest ta mobilizacja, żeby coś robić w gospodarstwie. Szczególnie w dzień, nie ma opcji, żeby, ot tak, sobie spędzać wolny czas.

wieczorna zabawa na Taborze w Sędku | 2015

 

wieczorna zabawa | Sędek | 2016
wieczorna zabawa na Taborze w Sędku | 2016

 

wieczorna zabawa | Sędek | 2016

Zofia Bińczak Ho! Tabor będzie! Obrobita się i tam wcześniej przyjdzieta? Pewnie! To wydojta krowy, z pola zejdźcie wcześniej, wykąpta się i będziemy tańcować do białego rana! I okrzyki: Oj, idą, idą! My jeszcze krowy wydajamy. Gdzieś mijało to zmęczenie po powrocie z pola, człowiek się okąpał i wio! Tam już grają. Tupanie słychać, echo się roznosiło.Nikt nie narzekał, że jest za głośno.

Raz krów nie wydoiłam przed potańcówką, potem nie chciało mi się wcześnie z niej wracać. Potem się nie chce odejść, bo żal, bo coraz to ładniejsze kapele grają. Kładliśmy się nie raz o trzeciej w nocy spać. Jakaś taka werwa była. Człowiek wyskakał się całą noc i chciało mu się z rana na pole iść. Nie wiedziałam, ze taniec jest taki rehabilitacyjny! Mówię koleżance, ruszaj kościami, bo tyłek Ci urósł! Tacy ludzie po sześćdziesiąt lat plus mówili, że wreszcie w Sędku się coś dzieje. Szaleli. Pociło się to wszystko, bo ciepło było, ale żadnego kawałka nie opuszczali.

Jolanta Bernat Czerwiec Na Taborze dochodziło tu do cudów. Niektórzy laski rzucali, żeby przez te kilka dni potańczyć! Śmialiśmy się, że „cud na gorze Tabor”. To powinien NFZ dofinansować! To była taka rehabilitacja, że szok! Tyle ruchu! A ile endorfin! Ile szczęścia!

wieczorna zabawa | Sędek | 2016
droga na warsztaty | Sędek | 2016
Zofia i Zdzisław Bińczakowie | Sędek | 2013
warsztaty gry na instrumentach dętych | Sędek | 2016

Zdzisław Wieczorek Tabor to była jedna z najpiękniejszych rzeczy, bo ludzie tu mieli zajęcie i oderwanie od pracy. Zobaczyli tę kulturę, widzieli jak się można bawić, jak można to przezywać. Ludzie byli związani z tym i tym żyli. W dzień się ludzie uczyli po stodołach tańczyć i grać, a pod wieczór to wszystko było skumulowane. Co się ludzie nauczyli, to grali. Jak się nauczyli tańczyć, to tańczyli. Moja żona uczyła się grać na tym Taborze.

Jolanta Bernat Czerwiec Nagle w Sędku pojawiły się tłumy obcych osób, spacerujących po Sędku, grających w różnych miejscach. Wszyscy bardzo otwarci. Bardzo sympatycznie podchodzili do mieszkańców. Było czuć, że ludzie są zadowoleni, że ktoś się zapytał, co słychać, jak tam się żyje. To jakoś zagrało. Na te muzyczne spotkania wieczorem zaczęły się zjeżdżać okoliczne miejscowości [śmiech]. Jeden drugiemu przekazywał i tak, z roku na rok, coraz większe zainteresowanie było.

muzykowanie na przystanku | Sędek | 2016
przerwa między warsztatami | Sędek | 2016
muzykowanie przy drodze | Sędek | 2016
warsztaty skrzypcowe | Sędek | 2016

Zofia Bińczak Nie spodziewaliśmy się, że będzie tu aż tyle narodu! Na wieczór samochodów! Poszło echo? Poszło! Trzeba było to nagłośnić. Ludzie nie wiedzieli. To tak szlo wioskami. Następni, następni i szło coraz więcej!

Jolanta Bernat Czerwiec Spod Ostrowca i z takich miejsc zupełnie odległych przyjeżdżali ludzie. I to dzień w dzień! Żeby sobie potańczyć wieczorem, czy też spotkać się. Całe grupy przychodziły!

Zdzisław Wieczorek Jak przychodziły wakacje i miał Tabor być, to ludzie żyli tym i czekali. Moja rodzina wydzwaniała do mnie z Warszawy i wypytywała, kiedy będzie ten tabor. Przyjeżdżali z Włoch, Kanady, Francji i Niemiec. Czasami byli to nawet mieszkańcy Sędka. Brali urlopy i przyjeżdżali na Tabor do Polski. Żeby zobaczyć, żeby uczestniczyć. Nagrywali wszystko na telefony i kamery. Rozsławiali Sędek za granicą!

Maria Kowalik Jak grali i śpiewali to walili na Tabor z końca Polski. Taki jeden mówił, ze całą noc i cały dzień jechał. Teraz mówi, że jak tędy przechodzi to go łapią kolki, tak mu się tańczyć chce!

przerwa między warsztatami | Sędek | 2016
uczestnicy Taboru | Sędek | 2016
warsztaty skrzypcowe | Sędek | 2016
przerwa między warsztatami | Sędek | 2015

Zofia Bińczak Coraz to innych ludzi poznawaliśmy. Takich życzliwych. Wszyscy mówili, jakie te ludzie fajne. Dziwowali się, ze słychać niepolskie głosy, ze jakaś znana aktorka przyjechała!Opowiadałam o Taborze znajomym ze Zbelutki, Piotrowa i Płucek. Mówię, że u nas pięknie grają, za darmo tańce! Jest tyle młodzieży! Coś ty? – pytali. Jeden rok się przekonywali, drugi, a dopiero w trzecim roku dziwują się, że tam aż tak pięknie! No pięknie! – mówię.

Zdzisław Wieczorek Nie było żadnych zadrażnień. Ci z Taboru mieli poważanie i sami poważali ludzi, którzy tu są.

Jolanta Bernat Czerwiec Już w czasie taboru miejscowa ekipa organizowała się: ja wezmę piwko, ty weźmiesz kocyk, siadali w grupie i wspólnie się bawili. Czy to tańcząc, czy nie. Bo nie wszyscy świetnie tańczą. Ale byli między ludźmi – była okazja do spotkania. Sporo młodych. Ta ludowa muzyka umierała sobie, poszła w zapomnienie i chyba, gdyby nie te Tabory, mało osób by ją kojarzyło. Nawet te kapelę Braci Witkowskich – znali ją tylko ci, za których czasów oni grali. A teraz ciężko w Sędku znaleźć kogoś, kto nie zna Stanisława Witkowskiego.

Zdzisław Wieczorek Każdy to mówi, z kim się nie spotkać w Sędku. Nie tylko z tej miejscowości. Nawet w Busku, Jędrzejowie i w Kielcach pytają się mnie o Tabor, bo wiedza, że jestem z Sędka. Poza tym to jest reklama, dla gminy, dla okolicy, dla wsi. Każdy kto przyjechał to podziwiał piękny widok na każda stronę.

Elżbieta Wieczorek Tu ćwiczyli na skrzypeczkach, tam na harmonii, krówki się pasły, żytko rośnie. Matko, jak to wszystko ładnie wyglądało! Raj na ziemi.

Zdzisław Wieczorek Na potańcówki organizowane w ramach Taboru przychodziło bardzo dużo młodych. Każdy się uczył tańczyć. Tak umiał, czy tak umiał, ale za trzecim-czwartym razem obrócił się już tym krokiem ludowym. To już dużo było.

Jolanta Bernat Czerwiec Każdy tańczył po swojemu. Jeden lepiej, drugi gorzej. Zresztą, lepiej, gorzej, nie wiadomo, co jest lepsze. Każdy ma swój styl. Ważne, że się w tym spełniał. Chce – tańczy – sprawia mu to radość i to jest fajne.

Zofia Bińczak Młodzi też przychodzili. Podobało im się. Jak to zorganizowane! Jakie ładne dziewczyny! Tak się pięknie wszystko bawiło. Ani się bili, ani policja nie interweniowała.

wieczorna zabawa | Sędek | 2016
wieczorna zabawa | Sędek | 2015
wieczorna zabawa | Sędek | 2015
wieczorna zabawa | Sędek | 2016

Jolanta Bernat Czerwiec Ja miałam ten problem, że w czasie Taboru musiałam w sklepie siedzieć. Więc, jak już szłam tam trochę później, to wszyscy już tańczyli. Miejscowi byli zachwyceni przyjezdnymi! „Ooo, jak tam tańcują, jak tam tupią”!

Taki chłopak tu przyjeżdża do babci… i mówi „ja chcę się nauczyć tak tańczyć. Niech mnie Pani nauczy!”. A on dużo młodszy ode mnie. Na pewno był taki ruch, że parę osób – nie mówię o jakiejś rzeszy – parę osób się zainteresowało tym. Samo słuchanie już… Ta muzyka ludowa, była sprowadzona do takiego obciachu. Był obciach, a tu się okazało, że to nie jest taki obciach. Że ludzie tego słuchają. I to był szok, że ludzie tego słuchają! I to, że zaczęły pojawiać się tu takie młode osoby, które w ogóle stały i słuchały. Tu, według mnie, już był sukces. A później, że dwie, trzy czy ileś z tych młodych osób zaczęło tańczyć. Z tych, które tylko disco, jakieś zabawy w kółeczku, niekoniecznie w parach. To jest wielki sukces według mnie. Że się z tą muzyką tak oswoili. Dla mnie samej odbiór tej muzyki z radia jest zupełnie inny, niż odbiór na żywo. Jest kolosalna różnica. A tu było tylko to Radio Kielce, gdzie nasi tatusiowie słuchali o 5 rano tych audycji „bo Kielce fajnie grają!” – to był taki tekst [śmiech]. I tyle pewnie co niektórzy mieli do czynienia z tą muzyką, a mając ją na żywo jest dużo lepszy odbiór – to pewnie przemówiło do każdego.

Zofia Bińczak Takie rzeczy zdarzają się raz na iks lat! To przeszło jak sen. Takie ożywienie było. Taki duch ożywiający całą wieś. To był zastrzyk potrzebny tej wsi. Potem ludzie mówią, cholewa! Może będzie jeszcze?

Jolanta Bernat Czerwiec Przypomniała mi się akcja po pierwszym Taborze. Ekipa Domu Tańca z Warszawy napisał projekt na drugi Tabor i nie dostali pieniędzy. Napisali odwołanie. Przeszłam wtedy przez wieś i zbierałam podpisy poparcia tego odwołania, a przy okazji nagrywałam, co ludzie mają do powiedzenia na temat Taboru. Podobało mi się, było sentymentalnie. To był bardzo świetny czas! Był taki mróz ogromny, że mi w ogóle nie ostrzył aparat. Ale to jest mało ważne! Wyszłam rano, a gdy wracałam było już całkowicie ciemno. I wszędzie z każdym wypić herbatkę, pogadać chwilę – świetna sprawa! Nigdy człowiek na to nie ma czasu! Wszyscy się wypowiadali, zresztą, zgodnie z prawdą, że bardzo by chcieli, żeby coś takiego się jeszcze wydarzyło. To było po pierwszym roku. Udało się!

Zauważyłam, że dzięki Taborowi starsi byli pewniejsi siebie [uśmiech]. Ta muzyka, to jest ta moja muzyka i patrzcie, jak się można bawić przy niej! Na pewno też wyszukanie pani Marii Gałki czy pani Kowalikowej. No, było wiadomo, że pani Maria Gałka, to sobie tam coś gra na organkach. Kobiecina w lesie żyjąca. Był o niej artykuł w gazecie… Echo bodajże, to wszyscy wiedzieli, że gra na tych organkach i mieszka na końcu świata. Pani Kowalikowa – mocna osobowość. Ale ja przed Taborem nie wiedziałam, że śpiewa i co śpiewa. I jeszcze kilka osób – pani Lodzia Matok i ciocia Kasprzykowa, też się włączyły w te śpiewy i widziałam, że były bardzo podbudowane tym zainteresowaniem wokół nich. Czuły, że mają coś ważnego do przekazania, bo ktoś chce z tego skorzystać. Na pewno to są zmiany! Może nie takie, że zupełnie Sędek stał się zupełnie inny, ale są! Choćby w moim postrzeganiu muzyki. To jest kolosalna zmiana. Ja jestem z pokolenia takiego, że jeszcze pamiętam zabawy, na które chodziłam. I jeszcze pamiętam końcówki tych zespołów ludowych grających. Ale ja chciałam czegoś innego. Już chciałam jakichś przebojów innych, jakiejś nowoczesności. Wiadomo, że jak były nowsze zespoły, coś rockowego grali, to było super, a takie tradycyjne to już odeszły w niepamięć. Po czym, gdy usłyszałam, jak grają na żywo podczas Taboru to się poruszyła we mnie jakaś wrażliwość, która gdzieś tam była chyba uśpiona. Bo w tej chwili już inaczej zupełnie słucham tej muzyki.

warsztaty śpiewu | Sędek | 2016

wieczorna zabawa | Sędek | 2015

harmonijkarz Jan Góral | Sędek | 2016

warsztaty śpiewu | Sędek | 2013

Maria Kowalik Idę po Łagowie, nie znam tych ludzi, ale one mnie wszystkie znają z tego Taboru, z tego śpiewania. Pytają się: Czy nie będzie już Taboru? Mówię, że nie. Tak żałują, że to ni ma, nie będzie. Takie to było fajne, mieliśmy rozrywkę.

Zdzisław Wieczorek To było potrzebne i szkoda, że to zaginęło. Było wielkie rozczarowanie, gdy Tabor się nie odbył.

Zofia Bińczak Ważne, żeby to w zapomnienie nie poszło. Fajne jest to, że wytworzyła się taka wspólnota.

Jolanta Bernat Czerwiec Tabor była okazja do spotkania. Teraz nie ma takich okazji. Niby są jakieś imprezy typu dożynki. Ale to najpierw występy – trzeba odsłuchać, później niby jest jakaś gwiazda o którejś godzinie… niby pojawiają się jakieś ludowe zespoły… Tak… zaczęłam zauważać, że jakoś więcej tych ludowych zapraszają. Wiadomo, że jak gwiazda, to teraz króluje disco polo. I jest tylko dla młodzieży, a dla starszych już nic nie ma. Ale nawet te ludowe zespoły tak bardziej koncertowo występują – pokażą, jak się tańczy, żeby ludzie patrzyli. A, żeby wciągnąć ludzi, to ciężko. Tym bardziej, że oni występują trochę wcześniej, a ludzie tutaj zaczynają się bawić trochę później. Jak się ściemnia, to wszyscy idą do tańca [śmiech].

Jestem w Kole Gospodyń Wiejskich. Teraz to koło troszkę słabiej działa, ale robimy spotkania różne inicjatywy. Przy organizacji imprezy charytatywnej na rzecz Stanisława Bębna była wśród nas silna mobilizacja. Udało nam się włączyć w to strażaków, żeby obstawili teren. Przyjechało było sporo samochodów. Zapanować nad wszystkimi kierowcami było ciężko, ale fajnie się to im udało. Mimo że nas mało, jak coś trzeba zrobić, to dziewczyny się mobilizują. W jeden dzień uzbierało się 30 tysięcy złotych! Było tak dużo ludzi! Ale myślę, że przede wszystkim dzięki Tęgim Chłopom, bo to już pewna marka. No i Taborom. Bo to taborowa muzyka, ci, którzy byli na Taborze grali. Na pewno to zrobiło robotę. Wsparł nas też Fundacja Muzyka Zakorzeniona. Na początku zaoferowały się zagrać Tęgie Chłopy i kapela Sióstr Piotrowicz z Rakowa. Tęgie Chłopy musiały wcześniej wyjechać, dziewczynom z Rakowa ciężko by było obrać tę zabawę tak długo. A dzięki ich wsparciu trwało to dłużej, bo zagrało więcej kapel.

Pewnie przed tą zabawą charytatywną nic nie zorganizowaliśmy z tego samego powodu, z którego nie ma Taboru. Bo trzeba mieć bazę noclegową, pieniądze. To jest uzależnione od wielu czynników. Jeśli ta szkoła nie jest udostępniana dla takiej organizacji, która już ma doświadczenie, to jak nam miało by się to udać?

Chwilowo jestem czasowo ograniczona, ale cały czas siedzi mi w głowie taka cykliczna impreza „na Stanisława”, która mogłaby się odbywać w Sędku. Ludzie tak tu świętowali zwykle, wprawdzie nie u nas, tylko w okolicy – na Stanisława były odpusty. I myślę, że w tym kierunku można by działać, ale nie w tym roku. Więc zamysł jest. Tylko jeszcze czas, siła i pieniądze. Myślę, że dałoby się zmobilizować ekipę by znów coś u nas zrobić.

ostatni poranek Taboru | Sędek | 2016

Wywiady przeprowadzili: Piotr Baczewski i Monika Gigier

Zdjęcia i filmy:  Piotr Baczewski

Za pomoc w realizacji materiału dziękujemy Jolancie i Piotrowi Czerwcom oraz wszystkim naszym rozmówcom.

Share This