Weselne porachunki

Jachowa Wola | 19 km na wschód od Kielc
tekst Piotra Gana z 1965 roku
inscenizowane wesele na Taborze Kieleckim w Sędku | 2015 rok | fot. Piotr Baczewski

Dawne wesela wiejskie, pełne skomplikowanych obrzędów bardzo często były miejscem różnych porachunków miedzy weselnikami. W niektórych okolicach było to nieraz zwyczajem. Nieraz jeszcze i dziś zdarzają się wesela, na których podochocona “kawalerka” wiejska wszczyna kłótnie przechodzące w awantury kończące się bójkami.

Pozornie najczęstszym powodem takich bójek jest “wodzenie prymu” podczas tańców. Bywa też, że część weselników uzna, że starszy drużba, „rządzi sie” kierując zabawą weselną w sposób niewłaściwy. Przeszkadzają mu wtedy w wykonywaniu nałożonych na niego obowiązków związanych z obrzędami. Często krewkie spory między gośćmi weselnymi wywołują nieostrożne zaimprowizowane, dowcipne przyśpiewki.

W zasadzie powody weselnych kłótni zawsze są błahe i dopiero po ich finale można określić, że nie chodziło tu o weselne nieporozumienie, a tylko o wyrównanie narastających od wesela do wesela zadawnionych porachunków między poszczególnymi rodzinami czy sąsiadami.

W Kieleckim wśród muzykantów wiejskich utarło się przekonanie, że najbardziej niespokojne wesela odbywają się w tych wsiach, gdzie obok właściwego “nazwania” przychodzi dodatek “Wola”.

Tak jest i w Jachowej Woli. Przed kilkunastu laty muzykanci grali tam polkę na zamówienie jednego z tańczących. Młodzi nie wyjechali jeszcze do ślubu. W pewnym momencie stanął przed kapelą sześćdziesięcioletni gospodarz, tupnął z fantazją nogą, a kiedy kapela zgodnie ze zwyczajem przestała grać zaśpiewał:

Co to ty wygrywos, osranemu dziecku,

zagroj jak się patrzy, da po staroświecku.

Po chwili przed kapelą zjawił się ośmieszony tancerz i odpowiedział:

Oj grajcie temu co tańce zapłacił,

a stary niech pilnuje swojej baby w chacie.

Stary dopatrzył się w tym obrazy i “tak odwinął tancerzowi, że tamten aż na ziemię upadł”. Już szykowały się dwa wrogie obozy. Ale swatki i kumy wzięły sprawę w swoje ręce wołając:

Ludzie, poczekajta! Jeszczeż i u ślubu nie byli.

Zaraz wyprawiły “młodych”, drużbów i kawalerkę do kościoła na ślub. Muzykanci ostro zagrali “marsza” wsiadanego” i “światowce”. Jadąc, całą drogę grali. Kiedy młodzi poszli do ślubu, piechotą przez pola i las uciekli do domu. Nie chcieli czekać na to co będzie na weselu, kiedy wrócą od ślubu. Pamiętali też o tym, co im ojcowie opowiadali, że w Wolach zawsze “sporno” i o doświadczeniach z Dębskiej Woli, skąd kiedyś przed czternastym rokiem muzykanci wrócili po weselu bez skrzypiec, z połamanym klarnetem i “wybitym” bębnem.

W Buskiem jedno z wesel zakończyło się niewesoło z winy panny młodej. W czasie bójki kupa szamocących się chłopaków, wypychała stronników i drużynę pana młodego na podwórze, dla sprawniejszego wyrównania porachunków. Panna młoda będąc w sieni weszła na drabinę (“była drobna i delikatna”) wypożyczoną ze dworu patelnią tak zdzieliła po głowie jednego z  przeciwników pana młodego, że go zabrali do szpitala na długo. Jego do szpitala, a ją do aresztu, mimo że “ocepin” jeszcze nie było. Później ludzie mówili, że całe zajście “wyszło z tego, że poprosiła na swoje wesele tego, co do niej przedtem chodził”,

Około dwudziestu kilometrów od tej wsi nie poprosili na wesele oddalonego konkurenta i też na tym dobrze nie wyszli. Młodzi i większość weselników wyjechali do ślubu. W domu została tylko starościna i kilka kobiet, żeby przygotować “zastole” (nakryć do stołu). Oddalony chłopak nagromadził w tym czasie, niedaleko domu starościny, stos chrustu i słomy. W odpowiednim momencie kazał to podpalić. Kiedy dym i płomień zrobiły wrażenie pożaru, przekupione cukierkami dzieci w pobliżu “weselnego domu” zaczęły wołać:

Pali się!

Pożar!

Starościna i jej pomocnice nie wytrzymały i pobiegły na ratunek.

Na to tylko czekał nieszczęśliwy konkurent i razem ze swoimi przyjaciółmi wpadł do izby. W kilka chwil wszystkie ponakrywane stoły znalazły się na dachu domu. “Poustawiał je rzędem od szczytu do szczytu, a kiedy wesel z muzyką wracało od ślubu, to kawki już na stołach się rządziły.”

Może i lepiej było poprosić go na wesele…

Tekst archiwalny – syg. Arch. PME SP. G. 14/19 (81-83) – autorstwa Piotra Gana zredagowała Diana Szawłowska. Tekst autorstwa Piotra Gana pochodzi ze zbiorów Archiwum Naukowego PME, które zostały udostępnione za zgodą Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie

Share This