Zwyczaje weselne w Rakowie

Raków | 45 km na południowy-wschód od Kielc
tekst Piotra Gana z 1964 roku
inscenizowane wesele na Taborze Kieleckim w Sędku | 2014 rok | fot. Piotr Baczewski

W Kielecczyźnie rzadkością są już tradycyjnie obchodzone wesela wiejskie, a tradycyjne małomiasteczkowe zwyczaje weselne poszły już w całkowite zapomnienie. Na stokilkadziesiąt miejscowości naszego województwa, które mogą poszczycić się posiadanymi w przeszłości prawami miejskimi, obecnie jest może tylko kilka takich osad, gdzie ludność zachowała zwyczaje swoich przodków z okresu życia miejskiego. Wraz z utratą charakteru miejskiego, większość tych dawnych miast zatraciła również swoją odrębność zwyczajową, a dawny specyficzny styl tradycyjnych obrzędów nabrał cech powszechnych, albo tez przejął częściowo lub w całości istniejące w najbliższej okolicy zwyczaje wiejskie.

Wyjątkiem pod tym względem jest Raków w pow. opatowskim. Do pierwszej wojny światowej działał w Rakowie ekskluzywny cech sukienników. Do dnia dzisiejszego wielu rakowian odpowiada, że przed powstaniem łódzkiego przemysłu włókienniczego: „fabrykanci chcieli Łódź w Rakowie założyć, ale dawni sukiennicy na to się nie zgodzili, bo zarobków swoich nie chcieli stracić”.  Wyrabiali sukiennicy rakowscy sukna na zapaski i sukmany. Przędli na kołowrotkach wełnę, farbowali ją na „mode wiejską” i sprzedawali w motkach na targach w Kielcach, Bodzentynie, Słupi i „wszędzie tam, gdzie moda wiejskich strojów jeszcze była”.

Kiedy w pierwszych latach okresu międzywojennego ten rzemieślniczy kunszt okazał się już nieprzydatny, sukiennicy rakowscy popadli w nędzę. Każdy z nich miał niby własną ziemię, ale żaden z nich nie umiał pracować na roli.

Był też w Rakowie w swoim czasie drugi cech, „murarski – wielki” do którego należeli zarówno murarze, jak i rzemieślnicy innych branż.

Tym dwóm rzemieślniczym grupom i ich sympatykom zawdzięcza Raków zachowanie do naszych czasów sporej ilości elementów zwyczajowych dawnego wesela miejskiego. W Rakowie do dnia dzisiejszego śluby mieszczan odbywają się niemal wyłącznie wieczorem i jeszcze w pierwszych latach XX w. starsi cechów uprzedzali swoich braci starszych i młodszych, ze w tym dniu będzie szedł z orszakiem do ślubu ich brat cechowy i należy drogę mu oświetlić. Toteż wszyscy z chwilą usłyszenia kapeli wychodzili z domów z trzymając w dłoniach zapalone lampy naftowe i latarki elektryczne. Zwyczaj ten już dawno przejęli od cechów wszyscy mieszkańcy Rakowa i wychodzili ze światłem do kazdego orszaku ślubnego, który tylko przechodził koło ich domów. Zwyczaj ten pomimo paru wieków istnienia zaginął jednej jesieni 1961 roku, kiedy Raków został zelektryfikowany…

Raków od dawna nie posiada własnej kapeli tzn. takiej, która składa się z muzykantów zamieszkałych w Rakowie i tradycyjnie zajmujących się graniem na weselach. Dlatego rakowianie wyprawiający wesela zmuszeni są do korzystania z usług muzykantów mieszkających w okolicznych wsiach grających pod przewodnictwem skrzypka Józefa Dudka pochodzącego z Rembowa, który mieszka w Rakowie od lat 40. XX w. Często sprowadza się  kapele z innych rejonów. Grała tu kapela Kosmali z Daleszyc i Antoniego Witkowskiego z Cisowa. Niestety nie wszyscy muzykanci mogli sprostać wymogom rakowskiego obrzędu i wiernie wygrać wszystkie występujące tu melodie. Zwykle zastępowali je zbliżonymi motywami i rytmami ze swoich regionów. Stąd do miejskiego zwyczaju weselnego zaczęły przenikać niektóre elementy obrzędów ludowych.

Zgodnie z dawną miejską tradycją uroczystości weselne rozpoczynają się tu po południu. W domu pana młodego zbiera się rodzina i zaproszenie goście, którzy są częstowani obiadem. Tu też przychodzi zamówiona na wesele kapela, która przygrywa w czasie uczty. W tym czasie panna młoda częstuje u siebie swoich gości, ale u nie w domu kapela nie przygrywa. Po pewnym czasie część gości panny młodej udaje się do domu pana młodego. Są oni tam przyjmowani i goszczeni, po czym wracają znów do domu panny młodej zabierając ze sobą kapelę i pana młodego. Po pewnym czasie pan młody wraca do siebie, żeby przebrać się do ślubu. Kiedy zbliża się już pora wyjścia do kościoła, część gości wraz z kapelą ponownie idzie po „młodego”. Sprowadzają go ze wszystkimi jego gośćmi pod próg domu panny młodej. Nie wchodzą do domu, mimo zaprosin. Żądają tylko wykupu (najczęściej butelkę wina lub wódki, którą w dawnych czasach rozbijano o próg domu „na szczęście”). Dopiero po tym wszyscy wchodzą, a goście panny młodej ustępują przybyłym miejsca za stołem i na nowo rozpoczyna się poczęstunek. W tym czasie panna młoda ubiera się w ślubny strój, by potem z uroczystym orszakiem weselnym ruszyć do ślubu. Na czele orszaku idzie kapela. Przed nią zataczając koła i trzymając się za ręce tańczy kilkanaście starszych i młodszych kobiet. Za kapelą idą drużbowie i obecni na weselu kawalerowie. Trzymają się pod ręce i prowadzą pannę młodą, a za nimi druhny i wszystkie pozostałe panny prowadza w podobny sposób pana młodego.

Powrót ze ślubu odbywa się zasadniczo w takim samym układzie, z ta tylko różnica, ze po ślubie panna młoda prowadzona jest przez żonatych, a pan młody przez kobiety zamężne. Po powrocie, przed progiem domu wita się młodych chlebem i solą oraz obficie obsypuje ziarnem, które zbierają wszyscy uczestnicy wesela. Zsypują je „na szczęście” w welon panny młodej, Potem następuje zasadnicza uczta weselna i kulminacyjny punkt wesela – zbieranie na czepek. Na środku pokoju ustawia się stół. Na nim kładzie talerz i przetak. Uczestniczące w weselu kobiety zaczynają śpiewać.

Już stoliczek stoi, wszystko zszykowane.

Prowadź naprzód, prowadź, prowadź swoją mamę.

Panna młoda bierze za rękę swoją matkę i oprowadza do okola stołu. Kiedy matka położy pieniądze pod talerz, kobiety śpiewają kolejną zwrotkę.

A ty mój tatusiu, ty czerwony karku.

U ciebie pieniędzy jak na folwarku.

Panna młoda oprowadza dokoła stolika swojego ojca. Potem teściową i teścia. Kobiety wciąż śpiewają.

To nie jest ta mama co mnie wychowała.

Tylko to jest mama co mi syna dała.

Jadziuniu, Jadziuniu, ja ci syna dała.

Tys mi za niego nie podziękowała.

Nie podziękowałam, ale podziękuję.

Tylko sobie najpierw syna wypróbuję.

Kiedy talerz był już napełniony datkami, zsypywano jego zawartość do przetaka.

A gdzież moje drużby, co mi drużbowali?

Jak przyszło do czepka to się gdzieś schowali.

Zbieranie na czepek kończono przyśpiewką:

Pannę młoda oczepili i stoliczek odsunęli.

Weźmy teraz ją wokoło, zaśpiewajmy wesoło.

Po zakończonych oczepinach bawiono się do rana, a na drugi dzień w zamożniejszych domach urządzano poprawiny, ale przeważnie bez muzyki.

Tekst archiwalny – syg. Arch. PME SP. G. 14/16 (69-74), – autorstwa Piotra Gana zredagował Piotr Baczewski. Tekst autorstwa Piotra Gana pochodzi ze zbiorów Archiwum Naukowego PME, które zostały udostępnione za zgodą Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie

 

Share This